niedziela, 29 marca 2015

Epilog.

Ostatnia prośba: Jeśli doszłaś do tego momentu historii, zostaw po sobie komentarz. Nawet z kropką, chcę po prostu wiedzieć dla ilu osób pisałam. I nie ważne, że przeczytasz dzisiaj, jutro czy za kilka lat, po prostu zostaw po sobie komentarz. Z góry dziękuję. xx
Za kilka dni dodam notkę podsumowującą.
Polecam włączyć utwór.




Dziś mija dokładnie rok od kiedy dowiedziałem się o śmierci mojej narzeczonej. Była taka młoda... Miała całe życie przed sobą. Z pewnością nie zasługiwała na taką śmierć. Przecież mieliśmy się razem zestarzeć. Tyle planów. Przygotowania do ślubu były już dopięte na ostatni guzik. Już wyobrażałem sobie nas na ślubnym kobiercu. Kościół zapełniony osobami, które są dla nas ważne. Pięknie przyozdobiony. Ja stojący tuż przed ołtarzem, czekający na moją ukochaną. Ona krocząca ku mnie w niesamowicie pięknej białej sukni, z długim welonem. Później złożenie przysięgi małżeńskiej i założenie poświęconych obrączek. Następnie słowa pastora: "Ogłaszam Was mężem i żoną". Długi pocałunek, a następnie zabawa do samego rana z rodziną i przyjaciółmi. Niezapomniana noc poślubna i życie w zdrowiu i szczęściu.

Jednak tak nasza historia nie miała wyglądać...

Cały nasz związek był wielokrotnie wystawiany na próbę. Może nie do końca usłany był różami, ale jedynie co mogę śmiało przyznać to to, że cała znajomość ze Sky była najlepszym co mnie w życiu spotkało. Za nic w świecie nie wyobrażałem sobie, że nasze szczęście może tak krótko trwać... Każde słowo, pocałunek, dotyk to coś nie dającego się opisać. Bycie przy jej boku nauczyło mnie miłości do drugiego człowieka i pohamowania, a także troski. Każdy zasługuje, żeby mieć kogoś o kogo będzie się stale troszczyć i uszczęśliwiać.

Gdybym tylko wiedział, że Tyler wyjdzie z więzienia, może nie doszło by do takiego nieszczęścia. Nie odstępowałbym jej nawet na krok, byleby mieć tylko pewność, że nic jej nie grozi. Jednak nikt mnie o tak ważnym zdarzeniu nie poinformował. Mam wielki żal do policji, że trzymali to w tajemnicy, przecież doskonale wiedzieli, że to jeden wielki psychopata. I pomyśleć, że po części należy do mojej rodziny...

Miał wszystko zaplanowane z najdrobniejszymi szczegółami. Czekał tylko na odpowiedni moment, by przejść do ataku. Udało mu się to. Najwidoczniej od kiedy wyszedł z zakładu za dobre sprawowanie śledził nas. Jak mogłem tego nie zauważyć... Dowiedział się o tym, że będzie sama i wdrążył swój plan w życie. Przebicie opon w moim samochodzie to jego sprawka. Nie chciał bym odebrał swoją narzeczoną z tego salonu. To on prowadził to rozpędzone auto, które zderzyło się z drobnym ciałem mojej ukochanej. Niestety ze skutkiem śmiertelnym. Obrażenia były tak wielkie, że zmarła na miejscu. Nawet nie było mi dane się z nią pożegnać. To bolało mnie najbardziej.

Dlaczego mój pieprzony brat zrobił to mojej Skie? Równie dobrze ja mogłem być na jej miejscu. Jednak tak się nie stało. Z tego co się dowiedziałem od psychologów zrobił to tylko dlatego by mnie skrzywdzić. To mu się doskonale udało. Może być z siebie dumny, że pozbawił mnie mnie sensu życia. Straciłem swoją większą połówkę serca. Na zawsze. I nikt, ani nic już tego nie zmieni.


- Czy będziesz nadal mnie kochał, kiedy nie będę już piękna i młoda? - spytała, a jej włosy rozwiał wiosenny wiatr. Kilka kosmyków wymknęło się z jej warkocza, wędrując po jej zaróżowionych policzkach.

Bez zastanowienia podszedłem do niej i odgarnąłem jej kasztanowe włosy. Ująłem jej podbródek między palce i uniosłem ku górze, by na mnie spojrzała.

- Tak będę cię kochać nawet jak będziesz cholernie zrzędliwa, a twoje ciało będzie całe pomarszczone. Nadal będę kochać twój uśmiech, a przede wszystkim oczy, które na zawsze pozostaną takie same. Wiesz dobrze, że osoby, które najwięcej wycierpieli mają najpiękniejsze oczy. Ale ty już nie będziesz cierpieć, bo ja, jako twój przyszły mąż na to nie pozwolę - na jej ustach pojawił się ten jeden z najpiękniejszych uśmiechów, a ja nie wahając się dłużej pocałowałem ją jak najlepiej potrafiłem.


Tylko dlaczego nie dane mi było ją w takim stanie zobaczyć? Starzenie się bez niej nie ma już jakiegokolwiek sensu. Zresztą jak wszystko inne.


Kiedyś podczas naszego wieczornego rytuału filmowego, oglądaliśmy jakiś dramat romantyczny, a kiedy się skończył z zatroskaną miną, ale i powagą odezwała się do mnie z prośbą. Prosiła bym w razie jakieś sytuacji losowej, która miałaby ją dotknąć, a w wyniku tego umarłaby po jakimś czasie miałbym znaleźć sobie kogoś nowego i nie załamywać się. Oczywiście oburzyłem się na jej słowa. Nie mogłem jej czegoś takiego obiecać. To było zbyt ważne. Nie chciałem w ogóle dopuszczać myśli, że tak nagle spotka ją śmierć. Niestety tak właśnie się stało. Po jej długich namowach w końcu jej to obiecałem.

Nie do końca dotrzymałem słowa. Po całym tym wydarzeniu odpychałem każdego kto stanął na mojej drodze. Jedynie Amber i Niall tak łatwo mnie sobie nie odpuszczali. Nie raz tego żałowałem, ale sądziłem, że muszę już być skazany na samotność. W końcu to Skylet była całym moim światem i zawsze będzie. Nic ani nikt tego nigdy nie zmieni choćby nie wiem co. Tatuaż, który zdobi moje ciało jest doskonałym przykładem, że zawsze będę ją kochać.

Teraz jak co dzień siedzę na ławce przy grobie mojej ukochanej i po prostu opowiadam jej jak minął mój dzień. Mówię jej o tym wszystkim by podzielić się tym co we mnie siedzi. Ona sama jako jedyna rozumiała mnie najlepiej pod każdym względem, choć czasem było to dosyć trudne. Akuratnie dzisiaj mój monolog dotyczył Amber i Niall'a. Przez ten rok wiele się u nich zmieniło. Na szczęście na lepsze. Dali sobie drugą szansę i tak o to mała Samantha za niecałe dziewięć miesięcy będzie mieć albo braciszka, albo siostrzyczkę. Jednak miałem rację, że prędzej czy później się ze sobą zejdą. I tak właśnie się stało. Jestem im wdzięczny za okazane wsparcie po tym przykrym wydarzeniu. To oni nie pozwolili mi się całkowicie załamać. Tylko ich nie odtrąciłem. Teraz doskonale wiedziałem jak czuła się Beri po stracie Dean'a.

Po jakieś godzinie podniosłem się z ławki,  zostawiając czerwone róże, podszedłem do płyty grobowej i przyłożyłem usta do niej. Złożyłem tam pocałunek i powiedziałem te dwa ważne słowa, które powinienem powtarzać jej na okrągło.

- Kocham Cię, Skie. Do jutra - uśmiechnąłem się delikatnie i odwróciłem się w stronę wyjściowej bramy cmentarnej.  

Tak od roku wyglądała moja codzienna rutyna. Przychodziłem tutaj, opowiadałem o swoim dniu, składałem świeże kwiaty i wyznawałem miłość swojej ukochanej.

Nade mną przeleciał biały ptak aż lekko się wystraszyłem. Zaskrzeczał, a mój wzrok powędrował za nim. Usiadł na grobie Sky. Próbowałem go przepędzić jednak na marne. Ptaszyna wyglądała na niewzruszoną. Przypominała mi trochę Skie. Ona także była taka uparta i rzadko kiedy odpuszczała. To zdecydowanie mnie zawsze u niej pociągało.

Postanowiłem odpuścić i ze spuszczoną głową udałem się do wyjścia z tego smutnego miejsca. Jednak nie dane było mi wyjście na spokojnie. Poczułem jak zderza się ze mną jakaś osoba.

- Przepraszam, zagapiłam się - powiedziała z amerykańskim akcentem.

- To ja przepraszam. Powinienem bardziej uważać jak chodzę - obdarzyłem ją lekkim uśmiechem.

Była to wysoka brunetka z brązowymi oczami. Jej włosy były niesamowicie proste. Jej ubranie było zwyczajne, w stonowanych kolorach. Miała przyjazny wyraz twarzy.

Wyminąłem ją i ruszyłem przed siebie. Po chwili usłyszałem za sobą jej cichy głos.

- Musiała być dla ciebie bardzo ważna - powiedziała, a ja poczułem lekki uścisk w sercu.

- Nadal jest - odwróciłem się w jej stronę. - I zawsze będzie - dodałem.

- Nie chciałbyś zacząć od nowa? - spytała wprost.

- Nie chcę kolejny raz przez to przechodzić. Jest dobrze tak jak jest - odpowiedziałem trochę opryskliwie.

- Powinieneś ruszyć do przodu - byłem zdumiony jej postawą.

- I mówi to osoba, która codziennie tutaj przysiaduje? - odgryzłem się.

Od kilku miesięcy widziałem tę dziewczynę, ale nie zwracałem na nią większej uwagi. Prawdopodobnie przychodziła tu na grób swoich rodziców i coś pisała.

- Jednak mnie zauważyłeś - westchnęła. - Najwyższy czas to zmienić. Możemy sobie nawzajem pomóc pogodzić się z sytuacją, która nas spotkała. Zapraszam cię na kawę. Mamy ze sobą coś wspólnego - ukazała rząd białych zębów.

- Mam nadzieję, że nie będę tego żałować - odpowiedziałem, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.

Początkowo byłem niepewny, ale może po prostu potrzebowałem rozmowy z kimś obcym. Jeśli ten gołąb i ta dziewczyna to znak od Sky, że mam zacząć nowe życie, muszę postarać się to zrobić. Nie będzie łatwo. W końcu w moim życiu nigdy nie było łatwo, więc dlaczego miałoby się to zmienić. Nadal będę kochać Sky i zawsze będzie dla mnie  najważniejsza. Nigdy się to nie zmieni. Tego jestem pewien.

“Widzisz wyciągnęłaś ze mnie to co najlepsze.
Część której nigdy nie widziałem.
Wzięłaś moją duszę i wytarłaś ją do czysta.
Nasza miłość nadaje się na scenariusz."


KONIEC.



12 komentarzy:

  1. Płacze tak bardzo ;(
    @Faza_Bo_Hazza

    OdpowiedzUsuń
  2. Poplakalam sie jak nigdy jeju to takie piekne i wgl szkoda ze koniec juz ale co zrobic ❤ @xjustsmajl

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny epilog jak i calutenkie opowiadanie :*
    Tak bardzo mnie wzruszylo zakonczenie ze az sie poplakalam.
    Na pewno ten blog na dlugo pozostanie w moim sercu. Dziekuje Ci za ta historie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, troszke smutne zakonczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutne a zarazem piękne :) :(

    OdpowiedzUsuń
  6. ♡ smutam :-( cudowne opowiadanie, było pierwszym, które przeczytałam, wyjątkowe i niepowtarzalne xoxo

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne
    Będziesz pisać coś jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  8. płaczę, o mój boże, o mój boże
    to było cudowne
    tak bardzo ci dziękuję za to, że pisałaś to fanfiction, jedno z moich ulubionych
    dziękuję za wszystko skarbie
    kocham @luvmyStyles_94

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlc akurat ona musiala zginac.. Mimo wszystko opowiadanie cudowne ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna historia-szkoda,że musiała zginąć...
    fajnie że Harry dalej o niej pamięta :) xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniałe opowiadanie.. Jedno z moich ulubionych <3

    OdpowiedzUsuń